WIELKI
Krótka opowieść na 1228 słów. Napisanie opowieści zainspirowało zdjęcie AI z konta na Instagramie z fotografią wygenerowaną przez sztuczną inteligencję (aiartvisuals).
Początek opowieści:
"Wielki wieśniacy rzadko się martwili.
Zdarzało się, że przychodzili do jaskini i prosili o przeniesienie kamyczków, którymi kamień spadł na jedyny przejazd w górach: obfite deszcze podmywały górską skałę, kamienne głazy obrywały się ze stromych szczytów i zasypywały raz tu, raz tam wąską, otoczoną skałami drogę. A ktoś odważniejszy prosił o przeniesienie ich na przepaść nad jeziorem, a następnie wrzucenie do wody, aby jezioro nie wysychało w upalną porę. Wielki tylko machał ręką na prośby wieśniaków, nawet nie odwracając się w ich stronę. Wielki nie mówił ludzkimi językami, tylko warczał jak zwierzę, ale wieśniacy rozumieli. Krótkim spokojnym warczeniem informował, że spełni prośbę, a gdy nie był w nastroju, mógł zagrzmieć gniewnie, co oznaczało: lepiej idźcie sobie. Wróćcie później ze swoimi prośbami, nie teraz.
A następnego dnia już o świcie słychać, jak on skrzeczy, ciągnąc kamyczki jeden po drugim do przepaści, i jak drży ziemia pod jego bosymi stopami.
Wielki przenosi je do przepaści, poradzi sobie w pół dnia, a potem rzuca kamienne bryły do jeziora, śmiejąc się. Czasem sam się tym zajmował, nawet bez prośby wieśniaków. Z nieznanych powodów wielki lubił rzucać kamienie do wody. Bywało, że zbyt się tym ekscytował, mógł rzucić w kierunku łodzi, aby zraszać kroplami wędkarzy w łodzi. A gdy zraszał, wielki śmiał się, a jego potężny śmiech przypominał ryk pradawnej istoty.
— Niech się bawi, jak chce, — rozmawiali wędkarze. — Najważniejsze, żeby nie zajmował dzieci. I bydła. I wsi."
#kreatywny #Celowy #bajki/opowieść #samodyscyplina #redakcja
Początek opowieści:
"Wielki wieśniacy rzadko się martwili.
Zdarzało się, że przychodzili do jaskini i prosili o przeniesienie kamyczków, którymi kamień spadł na jedyny przejazd w górach: obfite deszcze podmywały górską skałę, kamienne głazy obrywały się ze stromych szczytów i zasypywały raz tu, raz tam wąską, otoczoną skałami drogę. A ktoś odważniejszy prosił o przeniesienie ich na przepaść nad jeziorem, a następnie wrzucenie do wody, aby jezioro nie wysychało w upalną porę. Wielki tylko machał ręką na prośby wieśniaków, nawet nie odwracając się w ich stronę. Wielki nie mówił ludzkimi językami, tylko warczał jak zwierzę, ale wieśniacy rozumieli. Krótkim spokojnym warczeniem informował, że spełni prośbę, a gdy nie był w nastroju, mógł zagrzmieć gniewnie, co oznaczało: lepiej idźcie sobie. Wróćcie później ze swoimi prośbami, nie teraz.
A następnego dnia już o świcie słychać, jak on skrzeczy, ciągnąc kamyczki jeden po drugim do przepaści, i jak drży ziemia pod jego bosymi stopami.
Wielki przenosi je do przepaści, poradzi sobie w pół dnia, a potem rzuca kamienne bryły do jeziora, śmiejąc się. Czasem sam się tym zajmował, nawet bez prośby wieśniaków. Z nieznanych powodów wielki lubił rzucać kamienie do wody. Bywało, że zbyt się tym ekscytował, mógł rzucić w kierunku łodzi, aby zraszać kroplami wędkarzy w łodzi. A gdy zraszał, wielki śmiał się, a jego potężny śmiech przypominał ryk pradawnej istoty.
— Niech się bawi, jak chce, — rozmawiali wędkarze. — Najważniejsze, żeby nie zajmował dzieci. I bydła. I wsi."
#kreatywny #Celowy #bajki/opowieść #samodyscyplina #redakcja