Dzień dobry,
jestem zainteresowana współpracą, ponieważ pisanie o podróżach to mój konik. Uwielbiam wyszukiwać nietypowe ciekawostki na temat danych miejsc, a także pisać konkretne i rzetelne informacje oparte na autentycznych źródłach. Z ogromną łatwością piszę teksty, które przyjemnie się czyta.
Tutaj załączam fragment mojego tekstu o Wiedniu:
Zapraszam na wiedeński Prater - najstarsze stałe wesołe miasteczko w Europie. Odwiedziłam go w szczególny dzień - 1 maja. Wiedeńczycy, po tradycyjnym pochodzie z okazji Święta Pracy, tłumnie udają się na wielki festyn na Praterze. Panuje atmosfera radosnego pikniku, na scenie gra zespół. Wokół unosi się zapach pieczonych kiełbasek, bo to kulinarny symbol i przysmak Wiednia. Osoby na diecie kupują lagosy - wielkie czosnkowe placki smażone na głębokim tłuszczu. Podobno są bardziej dietetyczne od kiełbasek:). To co trochę dziwi polskiego turystę, to brak popcornu.
Najsłynniejszą atrakcją Prateru jest Riesenrad czyli diabelskie koło z 1897 roku. Waży tylko 430 ton i ma 65 metrów wysokości. Jest arcydziełem techniki XIX wieku, zbudowany z nitowanej blachy. Jest najstarszą tego typu działającą konstrukcją na świecie.
Na Praterze bawiłam się świetnie. Wybrałam najbardziej ekstremalne atrakcje:
- Dałam się wystrzelić na gigantycznej procy na wysokość ok. 70 metrów.
- Następnie udało mi się namówić moich strachliwych towarzyszy na przejażdżkę na Blumenrad czyli małym kole. Jak się okazuje wiedeńskie dzieci nie mają z nim problemu. Turyści natomiast z powodu braku pasów bezpieczeństwa i niskiej barierki tracą nerwy i albo kładą się na podłodze gondoli albo przytulają się do słupa konstrukcji. W efekcie tylko ja mogłam zrobić zdjęcia niesamowitych widoków Wiednia i Prateru.
- Wesołe miasteczko pożegnałam na gigantycznej, największej w Europie, huśtawce zawieszonej na piorunie.
Jeśli będziecie kiedyś w Wiedniu i macie zamiar "zawrócić sobie w głowie" i ogołocić portfel, to koniecznie wpadnijcie na Prater.:)