Co otrzymałam?
1) Niesamowity stres, ponieważ wykonawca nawet nie przesłał tej części pracy, która była gotowa. Po prostu zamknęłabym oczy na przegapiony termin, gdybym dostała chociaż coś, co mogłabym dokończyć/dopisać/uzupełnić. Elżbieta długo mnie zwodziła i przyznała swoje bezsilność dopiero godzinę przed moim (nawet nie jej) terminem. Dobrze, że już rozumiałam, dokąd to zmierza, i w cztery i pół godziny jakoś udało mi się wykonać pracę (o połowę mniej, niż było to pożądane, ale przynajmniej coś!). W przypadku Elżbiety ramy czasowe były mniej więcej takie: 7 czerwca - potwierdzenie, że podejmuje się zadania; 11 czerwca - termin; 12 czerwca - cyrk z końmi i usprawiedliwieniami.
2) Niekonstruktywne usprawiedliwienia dotyczące światła/egzaminu z niejasnym celem, który mogłabym określić tylko tak (ale proszę o wybaczenie, jeśli się mylę) - sprawić, żebym czuła się winna za to, że proszę o wykonanie pracy za pieniądze, które płacę. Sama mam doświadczenie w pisaniu różnych prac dla studentów po rozpoczęciu pełnowymiarowego (włącznie z tymi, które były potrzebne "na wczoraj"), i wiem, że brak internetu i światła bardzo komplikuje pracę. Ale istnieje wiele rozwiązań - maksymalne wykorzystanie internetu, gdy jest dostępny, przechowywanie wszystkich możliwych artykułów, stron internetowych itp. w formacie offline i ich późniejsze czytanie, przetwarzanie i analiza, gdy nie ma internetu. U Elżbiety był internet do korespondencji ze mną, ale nie było internetu do przesłania chociażby minimum wykonanej pracy (podejrzewam, bo nie było czego przesłać).
Podsumowanie: zmarnowany czas i nerwy. Proszę, nie podejmuj się więcej zadań, których nie jesteś w stanie wykonać.