Veronika Kozoriz
Zaproponuj Veronika pracę nad swoim kolejnym zleceniem.
Ranking
Umiejętności i kwalifikacje
Design i sztuka
Tłumaczenia
Portfolio
-
4139 PLN Wolność
Pisanie scenariuszyMgła ogarnęła całą przestrzeń, potęgując zimno. Żołądek skręcał z głodu, ale Mark nie zamykał oczu nawet na chwilę — lepiej byłoby, gdyby już strzelił sobie w czoło, niż pokazał Morijamie swoją słabość. Może i jest biegaczem, ale wciąż jest Wiosennym.
Mark nie akceptował tego, że wrzucono go z powrotem w przeszłość, wybijając „4” na policzku, nazywając imieniem nadanym przy narodzinach i przywracając do Evermore.
… Ale rzeczywistość jest okrutna — już trzeci dzień trzymają go w piwnicy, a obok leży Liliana. Mark nie odważył się jej dotknąć, aby ją ogrzać, tylko przykrył swoją bluzą i nasłuchiwał jej oddechu. Najbardziej męczyło go to, że ona jest tutaj przez niego — stała się „bonusem” do Natanaela, stała się jego karą za nieposłuszeństwo.
Riko chciał, aby Liliana wyszła na kort, chora, i to już tak zdenerwowało Marka, że znów się wkurzył — uderzył Morijamę z całej siły, wdeptując jego „koronę” w błoto, próbując go chronić. Ale teraz są tutaj.
Mark — pobity Tedzuci, a Liliana, pozbawiona wszystkich leków, męczyła się z gorączką. To ich kara. Kara za ochronę siebie nawzajem, kara za nieposłuszeństwo.
Za każdym razem, gdy widział Riko, Mark chciał przeprosić za swoją zuchwałość, aby pomóc Lilianie — przełknąłby własną dumę, ale za każdym razem powstrzymywał się, przypominając sobie jej ostatnie słowa, rzucone Morijamie w twarz:
— Idź się skarżyć, szczeniaku.
Wiedział — Liliana nie wybaczy, jeśli Mark wpadnie twarzą w błoto. Dlatego się trzymał.
Myśli rozrywały go od środka, osłabione ciało zawodziło, ale głos Liliany zmusił go do zebrania się.
— Mark?
Głos był chrapliwy, wyczerpany, ale wciąż rozpoznawalny.
— Co jest? — zapytał spokojnie Mark, odwracając się do niej i spotykając jej wzrok.
— Jeśli ten paw znów przyjdzie — uderz go jeszcze raz, bo denerwuje.
Mark mruknął i przesunął się trochę bliżej.
— Na pewno.
Nie wiedzieli, ile czasu minęło od momentu ich uwięzienia, nie wiedzieli, ile godzin minęło, ale drzwi znów się otworzyły, wypuszczając wilgoć piwnicy na zewnątrz.
W ciemności widać było tylko niebieskie oczy — wydawało się, że chcą wypalić wszystko żywe w tym świecie.
— Natanaelu, Liliano, wstańcie.
Głos Jeana brzmiał daleko i nie od razu dotknął świadomości wyczerpanych.
— Wasza kara minęła. Jutro znów trening.
Mark wrócił do pokoju sam, Lilianę trzeba było odprowadzić do punktu medycznego, aby ją ocucić.
Nie mając sił i osiągnąwszy swoje, Mark zwalił się na łóżko. Drżał, jakby zimno wciąż trzymało go w objęciach i nie zamierzało puścić, ale powieki stawały się coraz cięższe, a sen pochłonął go szybciej niż kolejny alarm.
Ciało potrzebowało przynajmniej jakiegoś odpoczynku po trzech dniach bez snu. Pomimo brudnych ubrań, przesiąkniętych krwią, Mark zasnął z myślą o Lilianie — i nic więcej go nie niepokoiło.