Switch to English?
Yes
Переключитись на українську?
Так
Переключиться на русскую?
Да
Przełączyć się na polską?
Tak

Veronika Kozoriz

Zaproponuj Veronika pracę nad swoim kolejnym zleceniem.

Ukraina Lwów, Ukraina
6 miesięcy 6 dni temu
Gotowy do podjęcia pracy gotowy do podjęcia pracy
w Serwisie 7 miesięcy 12 dni

Ranking

Zakończonych zleceń
Brak danych
Średnia ocena
Brak danych
Ranking
15
Pisanie scenariuszy
Copywriting

Umiejętności i kwalifikacje

Portfolio


  • 4139 PLN

    Wolność

    Pisanie scenariuszy
    Mgła ogarnęła całą przestrzeń, potęgując zimno. Żołądek skręcał z głodu, ale Mark nie zamykał oczu nawet na chwilę — lepiej byłoby, gdyby już strzelił sobie w czoło, niż pokazał Morijamie swoją słabość. Może i jest biegaczem, ale wciąż jest Wiosennym.

    Mark nie akceptował tego, że wrzucono go z powrotem w przeszłość, wybijając „4” na policzku, nazywając imieniem nadanym przy narodzinach i przywracając do Evermore.

    Ale rzeczywistość jest okrutna — już trzeci dzień trzymają go w piwnicy, a obok leży Liliana. Mark nie odważył się jej dotknąć, aby ją ogrzać, tylko przykrył swoją bluzą i nasłuchiwał jej oddechu. Najbardziej męczyło go to, że ona jest tutaj przez niego — stała się „bonusem” do Natanaela, stała się jego karą za nieposłuszeństwo.

    Riko chciał, aby Liliana wyszła na kort, chora, i to już tak zdenerwowało Marka, że znów się wkurzył — uderzył Morijamę z całej siły, wdeptując jego „koronę” w błoto, próbując go chronić. Ale teraz są tutaj.

    Mark — pobity Tedzuci, a Liliana, pozbawiona wszystkich leków, męczyła się z gorączką. To ich kara. Kara za ochronę siebie nawzajem, kara za nieposłuszeństwo.

    Za każdym razem, gdy widział Riko, Mark chciał przeprosić za swoją zuchwałość, aby pomóc Lilianie — przełknąłby własną dumę, ale za każdym razem powstrzymywał się, przypominając sobie jej ostatnie słowa, rzucone Morijamie w twarz:
    — Idź się skarżyć, szczeniaku.
    Wiedział — Liliana nie wybaczy, jeśli Mark wpadnie twarzą w błoto. Dlatego się trzymał.

    Myśli rozrywały go od środka, osłabione ciało zawodziło, ale głos Liliany zmusił go do zebrania się.
    — Mark?
    Głos był chrapliwy, wyczerpany, ale wciąż rozpoznawalny.
    — Co jest? — zapytał spokojnie Mark, odwracając się do niej i spotykając jej wzrok.
    — Jeśli ten paw znów przyjdzie — uderz go jeszcze raz, bo denerwuje.
    Mark mruknął i przesunął się trochę bliżej.
    — Na pewno.

    Nie wiedzieli, ile czasu minęło od momentu ich uwięzienia, nie wiedzieli, ile godzin minęło, ale drzwi znów się otworzyły, wypuszczając wilgoć piwnicy na zewnątrz.

    W ciemności widać było tylko niebieskie oczy — wydawało się, że chcą wypalić wszystko żywe w tym świecie.
    — Natanaelu, Liliano, wstańcie.

    Głos Jeana brzmiał daleko i nie od razu dotknął świadomości wyczerpanych.
    — Wasza kara minęła. Jutro znów trening.

    Mark wrócił do pokoju sam, Lilianę trzeba było odprowadzić do punktu medycznego, aby ją ocucić.

    Nie mając sił i osiągnąwszy swoje, Mark zwalił się na łóżko. Drżał, jakby zimno wciąż trzymało go w objęciach i nie zamierzało puścić, ale powieki stawały się coraz cięższe, a sen pochłonął go szybciej niż kolejny alarm.

    Ciało potrzebowało przynajmniej jakiegoś odpoczynku po trzech dniach bez snu. Pomimo brudnych ubrań, przesiąkniętych krwią, Mark zasnął z myślą o Lilianie — i nic więcej go nie niepokoiło.