Switch to English?
Yes
Переключитись на українську?
Так
Переключиться на русскую?
Да
Przełączyć się na polską?
Tak

Natalya Ushkanova

Zaproponuj Natalya pracę nad swoim kolejnym zleceniem.

Ukraina Lisiczańsk, Ukraina
2 miesiące 2 dni temu
Gotowy do podjęcia pracy gotowy do podjęcia pracy
wiek 65 lat
w Serwisie 10 lat

    Ranking

    Zakończonych zleceń
    Brak danych
    Średnia ocena
    Brak danych
    Ranking
    164
    AI tekst
    Publikacja ogłoszeń

    Poziom znajomości języków obcych

    Русский Русский: poziom wyżej niż średni

    Umiejętności i kwalifikacje

    Portfolio


    • Jak ożeniłam syna

      Pisanie artykułów
      #życiowe historie#, #wesele na Ukrainie #,#opowieść mamy#
      Wesele u nas, na Ukrainie, to wydarzenie ogromne i grandiozne. Oczywiście, teraz wszystko już trochę się uprościło, ale nasze pokolenie wciąż stara się przestrzegać i wykonywać wiekowe tradycje w tej kwestii.
      Wesele u nas planowane było średnie, nie powiem, że duże, ale myślę, że też nie małe, gości zebrało się około 60 osób, przy czym większość z naszej strony, od pana młodego. Wszystko już było przygotowane, sala zamówiona, produkty zakupione.
      Rano wstaliśmy, i, jak mówią, z Bożą pomocą, wszystko ruszyło! Jak potem opowiadali znajomi i sąsiedzi, tak wesołego wesela w naszym mieście dawno nie było!
      Do USC przybyła cała nasza grupa gości, z hałasem i radością przeszła organizacyjna procedura, a następnie goście (wszyscy 60 osób) wysypali na próg USC, aby robić zdjęcia – to u nas taka lokalna tradycja. Fotograf był mistrzem swojego fachu, i też, z żartami i śmiechem, szybko wszystkich ustawił na schodach i, co nazywamy, uwiecznił!
      Następnie młoda para i goście, którzy wyrazili chęć, pojechali na przejażdżkę po mieście, składając kwiaty w miejscach pamięci.
      W kawiarni, w udekorowanej sali z nakrytymi stołami, weselny korowód już czekał na wodzireja! A potem, jak mówią, „wesele śpiewało i tańczyło”, wodzirej był na wysokości zadania, goście nie mieli czasu na nudę.
      Już wieczorem, gdy słońce zachodziło, odbył się obrzęd „przykrywania panny młodej” - zamężne kobiety zdejmowały welon z panny młodej, śpiewały obrzędowe pieśni, a następnie związały ją już zamężnym szalem, panna młoda stała się młodą żoną.
      Na koniec był taniec ze świecami, zwinny wodzirej rozdał wszystkim małe świece, w sali zgaszono światło, a zmęczeni, ale tacy szczęśliwi nowożeńcy tańczyli z zapalonymi świecami, do delikatnej i wolnej melodii, oświetleni płomykami małych świec, które trzymali w rękach goście.
      Nie wiem, jak nowożeńcom, ale te kilka dni zapamiętałem na całe życie. Przeleciały jak jedno mgnienie, i niech minęło już dziesięć lat od tamtego momentu, ale nawet teraz, gdy przeglądam zdjęcia z tego doniosłego wydarzenia, lub nagrany na dysku film wideo ze ślubu, to na duszy robi się tak jasno, a na ustach pojawia się lekki uśmiech.
    • 41 PLN

      O mnie

      Pisanie artykułów
      #porady dotyczące pielęgnacji, #codzienne życie, #troska o bliskich, #historie rodzinne#
      Kto, nie wiem, rozpowszechnia plotki bez sensu
      Że żyję bez smutku i zmartwień...

      Te słowa mojej ulubionej piosenkarki, Ally
      Pugaczowej, jak najbardziej pasują również do mnie.
      Urodziłam się w zwykłej rodzinie górniczej, niczym
      szczególnym się nie wyróżniałam. Uczyłam się, jak mówił klasyk
      „wszyscy uczyliśmy się po trochu, czegoś i jakoś”. Wydaje się, że nie jest źle,
      ale zapytaj teraz o coś, poza
      tablicą mnożenia, czy kilku fraz z bardziej
      podobających się wierszy, pewnie nie przypomnę sobie.
      Po szkole wyjechałam do Kijowa, aby studiować w
      instytucie, tam, przy przyjęciu, zapamiętałam zabawną sytuację, która pozostała w pamięci na całe życie: odbywa się egzamin wstępny
      z chemii (politechnika), pytam koleżankę, „z zachodu”:
      „Czym określa się twardość wody?” - ona mi odpowiada: „Wapnem gaszonym”.
      A ja myślę sobie, jakim wapnem? co ona mówi? I dopiero po kilku minutach zaczynam rozumieć, że ona mi
      odpowiada w języku ukraińskim - „wapnem gaszonym”!
      Taki był kuriozalny przypadek! Wydaje się, że
      nic szczególnie śmiesznego nie ma, ale jakoś wspomina się to z taką nostalgią!
      A potem, wszystko jak u wszystkich - cudowne
      lata studenckie, życie w akademiku, a potem w
      pracy, o którym z taką czułością się wspomina,
      Kijów, bardzo cudowne miasto, i wspominam je z taką
      czułością, jakoś tak przywiązałam się do niego, że, gdy z powodu
      okoliczności,
      musiałam wrócić do domu, na Donbas, to te wspomnienia pozostają
      wspomnieniem, które jest bolesną raną.
      A pomimo tego wszystko dobrze się potoczyło: zaczęłam pracować w Głównym Banku jako
      uczeń księgowego, potem przyjęłam się i
      ukończyłam Charkowski technikum rachunkowo-kredytowe. Wyszłam za mąż, urodziłam dwóch
      synów, ale dusza zawsze ciągnęła mnie do Kijowa.
      Potem, oczywiście, w życiu było różnie, i dobre, i złe, ale starałam się jednak podążać za słowami mojej ulubionej piosenkarki

      W gorzkiej godzinie, gdy śmiertelnie nie mam szczęścia,
      Mówię, że mam szczęście, i tak!
      Tak samo, jak wszyscy, jak wszyscy
      Chodzę po ziemi, chodzę, chodzę,
      I u losu, jak wszyscy, jak wszyscy
      szczęścia sobie życzę...
    • Przykład recenzji książki

      Pisanie artykułów
      „Historyczny kryminał, który trzyma w napięciu” Książka wciągnęła mnie od pierwszych stron. Fabuła koncentruje się wokół tajemniczego morderstwa, gdzie każdy szczegół ma znaczenie. Autor mistrzowsko odkrywa charaktery bohaterów, a niespodziewane zwroty akcji nie pozwalają odłożyć książki. Szczególnie spodobały mi się opisy starych miast — jakby sam spacerował po wąskich uliczkach. Polecam wszystkim, którzy lubią intrygę i historyczne detale.
    • Mój dzień w gatunku tragikomedia

      AI tekst
      Obudziłam się o 6:30 od jęków i postanowiłam jeszcze poleżeć — do 7:30. Zmieniłam pieluchę, umyłam się, uczesałam, ugotowałam kaszę. Gdy stygnęła, zdążyłam wypić kawę i zjeść kanapkę. Nakarmiłam mamę, sama zjadłam śniadanie — i od razu słyszę: „Chcę jeść!” Zaproponowałam banana, zgodziła się. W ciągu dnia: zupa, sałatki, pranie, zakupy po rybę, sprzątanie, pomoc mamie w przewracaniu, fryzura, paznokcie, jęki… Wyłączyli prąd — usiadłam do robienia dywanika, wymyśliłam, jak przymocować butelkę z wodą, żeby mama mogła sama ją wyjąć. Potem sałatki, duszenie ryby, pasztet wątróbkowy, kolorowe jajka, jeszcze jęki i słowne bzdury. Pod wieczór ogród, kwiaty, truskawki, sąsiadka na wałkach, Tola z YouTube… Mama znowu je i zapomina, że już próbowała. Na koniec — telewizor, robienie skarpetek, mama zasnęła. Dzień się skończył, ale tragikomedia trwa dalej.

    Aktywność

      Ostatnie oferty 1
    Требуется контент-менеджер в интернет-магазин
    62 PLN