Po pierwsze, dużo błędów treściowych. Podczas pierwszego czytania znalazłem po 2 sztuki na stronę tekstu o rozmiarze 11.
Po drugie, to jakość potocznej angielszczyzny, ponieważ tekst jest przeznaczony na YouTube, czyli żeby go mówić przed kamerą. Tłumaczenie wyszło bardzo dosłowne, techniczne, zdanie po zdaniu. Ciągle łapałem się na myśli, że brzmi to jakoś nienaturalnie. Na papierze jest ok, ale w życiu tak się nie mówi. Oczywiście nie mogę wprowadzać poprawek w stylu "brzmi źle", bo jak je uzasadnić? Więc trzeba jeszcze raz przeczytać i przerobić tekst.
W rezultacie, po tłumaczeniu przez Google Translate czy chat gpt musiałbym siedzieć i poprawiać, a tutaj właśnie siedzę i poprawiam. No może trochę mniej.
Doszedłem do wniosku, że lepiej zapłacić 2 lub 3 razy więcej, ale żeby wykonawca pracował, a nie ja.
Po prostu mam z czym porównać - poprzedni scenariusz tłumaczył inny wykonawca, dosłownie kilka poprawek i wszystko gotowe. Tekst brzmi przed kamerą jak woda.